sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 2

Alice nie mogła się ruszyć kiedy dziecko podbiegało do niej. Czarne oczy przeszywały dziewczynę nienawiścią. Mała zatrzymała się kilka metrów od niej i wyszeptała
-To wszystko twoja wina Czarna Królowo. Straszna kara spotkała wszystkich których kochałaś. Nikt nie ma prawa cię pokochać, jesteś skazana na wieczną nienawiść. Wszystko, co cię pokocha zginie w cierpieniu i dołączy do twojej świty cienia. Twoi słudzy zakończyli straszną rzeź. Miasteczko jest martwe, ale to nie znaczy, że śmierć, w której tak się lubujesz, ominie resztę świata.
Nastolatka rozważała słowa dziewczynki. Po pierwsze; skąd ta mała znała jej pseudonim sceniczny, po drugie; co robi tu Sebastian i po trzecie; skąd ta mała wiedziała o cieniach.
-Nie myśl tak, mózg Ci się przegrzewa.-Usłyszała drwiący głos chłopaka.- Będzie cudem, jeśli zrozumiesz o co chodzi w życiu i utrzymasz monarchię, ale cóż jeśli ktoś zyska twoje geny to będzie mieć przerąbane w życiu.
-O co Ci chodzi Black? Za co tak mnie nienawidzisz?
-Och odpowiem Ci jeśli wrócisz do 'domu' w jednym kawałku.-Chłopak uśmiechną się drwiąco.-Żegnam.
 Dziewczyna zerwała się ze snu.
-Twardo spałaś.
-Wiem, mamo kiedy będziemy na miejscu?
Kobieta spojrzała na GPS.
-Za godzinę będziemy na miejscu.
-Jeszcze godzina?!
-A co Ci się tak śpieszy-Zaśmiała się matka.
-Muszę spotkać się z Sebastianem.
-Tatuś będzie niezadowolony.
-Mamo nie chodzi mi o TAKIE spotkanie. To raczej sprawa biznesowa.
-Tylko go nie odstrasz. Jego twarz nieźle przyciąga dziewczyny.
-Moją pięść również. Głupi zboczony kosmita.
-Skarbie nie mam pojęcia czy jest zboczony, oraz nie wiem dlaczego nazywasz go kosmitą. Ale on nie jest winny twojemu wypadkowi.
-Gdyby się nie śmiał, nie spadłabym.
-Ale to cię uratował od skręcenia karku.
-Bo ten kosmita sam chce go skręcić.-Powiedziawszy to dziewczyna zasnęła.
Śnił się jej wypadek. Szła po nisko zawieszonej linie. Na dole stali chłopcy w tym Black. Utknęła na środku liny, a idioci ryknęli śmiechem. Zachwiała się, mimo próby odzyskania równowagi spadła. Sebastian podbiegł i złapał ją, no prawie. Niefortunnie spadła na nogę. Rzepka w kolanie przemieściła się. Zobaczyła matkę:
-Obudź się!
Alice otworzyła oczy.
-Wreszcie się obudziłaś. Dasz radę iść?
-Tak mamo.
-Ale w domu babci nie potrafiłaś.
-Bo w domu babci nie miałam dobrej motywacji.
-A jaka jest teraz?-Kobieta uniosła brwi.
-Głupi, zboczony kosmita.
-I tak będzie ojcem twoich dzieci.-Szepnęła matka.
-Co tam brzęczysz?-Warknęła nastolatka.-Nie zamieniaj się w babcię.
-Jak wolisz.Jesteśmy na miejscu.
Przed nimi rozciągało się całe obozowisko. Alice wysiadła z samochodu i poprawiła stabilizator na kolanie. Prawie się nie została staranowana przez krawcową, ojca oraz przyjaciółkę. Przywitałam się z nimi, a przymiarki zostawiłam na później, mimo irytacji krawcowej. Od przyjaciółki wyciągnęłam gdzie przebywają kosmici. Weszłyśmy do głównego namiotu. Idioci trenowali. Poczekały do końca, aż trening dobiegł końca (czyt.: kiedy chłopcy byli zbyt zmęczeni by uciekać). Podeszły do Blacka.
C.D.N.

Przepraszam za błędy!! 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 1

-Alice wstawaj!- Ze snu wyrwał ją głos babci.-Jeśli nie wstaniesz nie dostaniesz śniadania.
Dziewczyna zwlekła się z łóżka. Chociaż pół nocy nie spała. Cienie, które podążały za nią od roku, nękały ją tu rzadko, natomiast koszmary nasiliły się. Podeszła do starej toaletki i nawet nie zerkając w lustro spięła włosy w idealny kok z tyłu głowy. Kolejna rzecz, której nauczyła się w cyrku. Przed występem często nie dało dostać do lustra więc sztuka czesania i makijażu na ślepo musiała być opanowana. Alice zeszła po stromych, skrzypiących schodach (co o kulach było dla niej wyczynem) i weszła do dużej kuchni, gdzie czekały na nią francuskie rogaliki, czekolada i kawa. Typowe francuskie śniadanie. Typowej francuskiej rodziny. Rodzina ze strony matki była w francuska, ze strony ojca była amerykanką. Dziwne połączenie, ale miłość jest ślepa. Kiedy usiadła do śniadania usłyszała rozmowę babci przez telefon:
- Ależ tak moja droga. Alice chętnie pozna twojego wnuka. Och będą tworzyć piękną parę. To widzimy się o 16.30.- starsza pani odłożyła słuchawkę, po czym podreptała do kuchni. -Alice skarbie mam dla ciebie wspaniałą wiadomość.
-Babciu jeśli znowu umówiłaś mnie na jakąś bezsensowną randkę z nudnym krewnym twoich znajomych, wyjdę stąd i nigdy nie wrócę.
-Skarbie po pierwsze: o kulach możesz przejść tylko połowę dystansu, a po drugie to i tak nie ma sensu. Więc zostaniesz dzisiaj?
-Tak. Ale to jest ostatni raz.-Dziewczyna dopiła resztkę kawy i pokuśtykała do zlewu.-I nie włożę sukienki.
-Ale Alice musisz jakoś wyglądać!-Babcia była załamana taką postawą nastolatki.
-Mimo wszystko tym razem nie.-Alice zajęła się zmywaniem naczyń.-Ty proponujesz randki w ciemno, ale ja wybieram strój.
-Och, skarbie, ale zrobisz coś z włosami? Może trochę loków? Koki przechodzą w cyrku a nie na randkach z chłopakami starszymi o dwa lata.
-Bardzo śmieszne, ale wiesz jaka byłaby reakcja mamy?
-Ludzie mówią, że jesteś podobna do Anastasie, ale ona nigdy nie przejmowała się opinią swoich rodziców...
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę-Powiedziała dziewczyna podeszła do drzwi.-Hej mamo!-Powiedziała ze smutkiem w głosie.
-Witaj skarbie-Kobieta weszła do domu.-Pakuj się.-Rzuciła. Żadnego; Co u ciebie? Jak się czujesz? itd.
-Po co?-spytała z urazą.
-Coś się zmieniło. Musisz pomóc trenować nowicjuszy. Jak noga?
-Już nie boli ale ciężko się chodzi ze stabilizatorem-Mruknęła- a co jeśli nie chcę trenować?
-To będziesz się umawiać z połową miasta.
-Słuszny argument.
Po godzinie Alice była gotowa do drogi. Pożegnała się z dziadkami i ruszyła z matką do samochodu. Mimo listopadowego chłodu nie czuła zimna. Usiadła z tyłu pojazdu, aby uniknąć rozmowy, po czym zasnęła.
Stała na środku kuchni w domu dziadków. Wszędzie była krew. Wybiegła z budynku i nie patrząc za siebie pobiegła drogą. Dom stał na uboczu, jednak szybko dotarła do miasta. Zastała tam makabryczne sceny. na środku drogi stała dziewczynka trzymająca za rękę chłopaka, który nawiasem mówiąc wstąpił do cyrku tuż przed jej wypadkiem. Miała około 6 lat, prawie białe włosy i czarne oczy. Mała puściła rękę Sebastiana...
CDN





piątek, 31 lipca 2015

Przywitanie i Prolog

Hej mam na imię Agata i kocham czytać książki fantasty. Do pisania tego opowiadania popchnął mnie fundub piosenki Karakuri Pierrot. Na teraz to tyle. Na tym blogu wszystko jest fikcją!
Ps.: Mogą pojawić się postacie, miejsca itp znane z np: "Darów Anioła", "Percy Jackson", "Uczeń Diabła", "Akademia Wampirów" itd.

Prolog

 Alice ma 16 lat i jest długowłosą brunetką średniego wzrostu o intensywnie niebieskich oczach. Wychowała się w cyrku. Odkąd pamięta wykonuje cyrkowe numery i występuje w cyrku. Jej matka w wieku piętnastu lat uciekła z domu i wstąpiła do cyrku. Życie Alice nigdy nie było normalne. Od zawsze miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, zawsze czuła, że ktoś ją śledzi. W dniu swoich piętnastych urodzin zaczęła widzieć czarne kształty, które gdzieś ją wołały, koszmary senne stały się silniejsze i zaczęła kontrolować żywioły. Na dodatek do cyrku wstąpił nowy, dość intrygujący chłopak. Czy uda jej się odkryć zagadkę cieni? Czy chłopak może znać jakieś odpowiedzi? Czy może zwariowała?