Alice nie mogła się ruszyć kiedy dziecko podbiegało do niej. Czarne oczy przeszywały dziewczynę nienawiścią. Mała zatrzymała się kilka metrów od niej i wyszeptała
-To wszystko twoja wina Czarna Królowo. Straszna kara spotkała wszystkich których kochałaś. Nikt nie ma prawa cię pokochać, jesteś skazana na wieczną nienawiść. Wszystko, co cię pokocha zginie w cierpieniu i dołączy do twojej świty cienia. Twoi słudzy zakończyli straszną rzeź. Miasteczko jest martwe, ale to nie znaczy, że śmierć, w której tak się lubujesz, ominie resztę świata.
Nastolatka rozważała słowa dziewczynki. Po pierwsze; skąd ta mała znała jej pseudonim sceniczny, po drugie; co robi tu Sebastian i po trzecie; skąd ta mała wiedziała o cieniach.
-Nie myśl tak, mózg Ci się przegrzewa.-Usłyszała drwiący głos chłopaka.- Będzie cudem, jeśli zrozumiesz o co chodzi w życiu i utrzymasz monarchię, ale cóż jeśli ktoś zyska twoje geny to będzie mieć przerąbane w życiu.
-O co Ci chodzi Black? Za co tak mnie nienawidzisz?
-Och odpowiem Ci jeśli wrócisz do 'domu' w jednym kawałku.-Chłopak uśmiechną się drwiąco.-Żegnam.
Dziewczyna zerwała się ze snu.
-Twardo spałaś.
-Wiem, mamo kiedy będziemy na miejscu?
Kobieta spojrzała na GPS.
-Za godzinę będziemy na miejscu.
-Jeszcze godzina?!
-A co Ci się tak śpieszy-Zaśmiała się matka.
-Muszę spotkać się z Sebastianem.
-Tatuś będzie niezadowolony.
-Mamo nie chodzi mi o TAKIE spotkanie. To raczej sprawa biznesowa.
-Tylko go nie odstrasz. Jego twarz nieźle przyciąga dziewczyny.
-Moją pięść również. Głupi zboczony kosmita.
-Skarbie nie mam pojęcia czy jest zboczony, oraz nie wiem dlaczego nazywasz go kosmitą. Ale on nie jest winny twojemu wypadkowi.
-Gdyby się nie śmiał, nie spadłabym.
-Ale to cię uratował od skręcenia karku.
-Bo ten kosmita sam chce go skręcić.-Powiedziawszy to dziewczyna zasnęła.
Śnił się jej wypadek. Szła po nisko zawieszonej linie. Na dole stali chłopcy w tym Black. Utknęła na środku liny, a idioci ryknęli śmiechem. Zachwiała się, mimo próby odzyskania równowagi spadła. Sebastian podbiegł i złapał ją, no prawie. Niefortunnie spadła na nogę. Rzepka w kolanie przemieściła się. Zobaczyła matkę:
-To wszystko twoja wina Czarna Królowo. Straszna kara spotkała wszystkich których kochałaś. Nikt nie ma prawa cię pokochać, jesteś skazana na wieczną nienawiść. Wszystko, co cię pokocha zginie w cierpieniu i dołączy do twojej świty cienia. Twoi słudzy zakończyli straszną rzeź. Miasteczko jest martwe, ale to nie znaczy, że śmierć, w której tak się lubujesz, ominie resztę świata.
Nastolatka rozważała słowa dziewczynki. Po pierwsze; skąd ta mała znała jej pseudonim sceniczny, po drugie; co robi tu Sebastian i po trzecie; skąd ta mała wiedziała o cieniach.
-Nie myśl tak, mózg Ci się przegrzewa.-Usłyszała drwiący głos chłopaka.- Będzie cudem, jeśli zrozumiesz o co chodzi w życiu i utrzymasz monarchię, ale cóż jeśli ktoś zyska twoje geny to będzie mieć przerąbane w życiu.
-O co Ci chodzi Black? Za co tak mnie nienawidzisz?
-Och odpowiem Ci jeśli wrócisz do 'domu' w jednym kawałku.-Chłopak uśmiechną się drwiąco.-Żegnam.
Dziewczyna zerwała się ze snu.
-Twardo spałaś.
-Wiem, mamo kiedy będziemy na miejscu?
Kobieta spojrzała na GPS.
-Za godzinę będziemy na miejscu.
-Jeszcze godzina?!
-A co Ci się tak śpieszy-Zaśmiała się matka.
-Muszę spotkać się z Sebastianem.
-Tatuś będzie niezadowolony.
-Mamo nie chodzi mi o TAKIE spotkanie. To raczej sprawa biznesowa.
-Tylko go nie odstrasz. Jego twarz nieźle przyciąga dziewczyny.
-Moją pięść również. Głupi zboczony kosmita.
-Skarbie nie mam pojęcia czy jest zboczony, oraz nie wiem dlaczego nazywasz go kosmitą. Ale on nie jest winny twojemu wypadkowi.
-Gdyby się nie śmiał, nie spadłabym.
-Ale to cię uratował od skręcenia karku.
-Bo ten kosmita sam chce go skręcić.-Powiedziawszy to dziewczyna zasnęła.
Śnił się jej wypadek. Szła po nisko zawieszonej linie. Na dole stali chłopcy w tym Black. Utknęła na środku liny, a idioci ryknęli śmiechem. Zachwiała się, mimo próby odzyskania równowagi spadła. Sebastian podbiegł i złapał ją, no prawie. Niefortunnie spadła na nogę. Rzepka w kolanie przemieściła się. Zobaczyła matkę:
-Obudź się!
Alice otworzyła oczy.
-Wreszcie się obudziłaś. Dasz radę iść?
-Tak mamo.
-Ale w domu babci nie potrafiłaś.
-Bo w domu babci nie miałam dobrej motywacji.
-A jaka jest teraz?-Kobieta uniosła brwi.
-Głupi, zboczony kosmita.
-I tak będzie ojcem twoich dzieci.-Szepnęła matka.
-Co tam brzęczysz?-Warknęła nastolatka.-Nie zamieniaj się w babcię.
-Jak wolisz.Jesteśmy na miejscu.
Przed nimi rozciągało się całe obozowisko. Alice wysiadła z samochodu i poprawiła stabilizator na kolanie. Prawie się nie została staranowana przez krawcową, ojca oraz przyjaciółkę. Przywitałam się z nimi, a przymiarki zostawiłam na później, mimo irytacji krawcowej. Od przyjaciółki wyciągnęłam gdzie przebywają kosmici. Weszłyśmy do głównego namiotu. Idioci trenowali. Poczekały do końca, aż trening dobiegł końca (czyt.: kiedy chłopcy byli zbyt zmęczeni by uciekać). Podeszły do Blacka.
C.D.N.
Przepraszam za błędy!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz